środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział jedenasty

     Po niezbędnym przedstawieniu, rozeszłyśmy się. Dostałam od niej numer telefonu, ale szczerze wątpiłam, abym chciała kiedykolwiek z niego skorzystać.
     Gdy wróciłam do domu, musiałam się mocno pilnować, aby nie zasnąć. Byłam wykończona. Moje włosy ledwie trzymały się pod mocnym uściskiem grubej gumki do włosów. Zdjęłam szpilki w których chodziłam cały dzień. Rzadko decydowałam się na takie rozwiązanie. Częściej można mnie zobaczyć w trampkach.
     Bosymi stopami przeszłam salon, udając się do łazienki.
     Odkręciłam kurek. Czułam, jak po całym ciele przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Ciepła woda bębniła o moje ciało, dając upust zmęczeniu. Po chwili na mokre włosy spadł deszcz białej piany. Palce delikatnie zaczęły masować skórę głowy. Masaż trwał tylko chwilę, a następnie ustąpił pod wpływem szumiących strumieni z prysznica.
Jednak przyszedł czas na zakręcenie wody. Zawinęłam się w ręcznik i poszłam szukać ubrania na dzisiejszy wieczór.
Coś eleganckiego, ale i ciekawego... - powtarzałam raz po raz w myślach, przeczesując perypetia szafy z ubraniami.
     Po dłuższym zastanowieniu wybrałam dopasowaną, miętową sukienkę, czerwone szpilki oraz kopertówkę w tym samym kolorze co buty. Zdjęłam bransoletki.
Usta pomalowałam na krwisty kolor. Rzęsy już po chwili nabrały wyrazu, a włosy zostały wysuszone i rozczesane. Stwierdziłam, że nie będę ich spinać.
     Po mocnej kawie poczułam się lepiej, jednak moje samopoczucie było dalekie od jakiejkolwiek normy.
Wyszłam zakluczając drzwi i przeklinając pod nosem.
- Cześć dobrze, że jesteś. - przywitał mnie współpracownik, stojąc przed drzwiami restauracji.
        Miał czarną marynarkę z łatami na łokciach oraz koszulę w lekkie niebieskie pasy. Wszystko dopełniał błękitny krawat zawiązany ściśle w jeden z węzłów.
- Czy coś jest nie tak? - spytałam, gdy Ryan kolejny raz nerwowo spojrzał na zegarek.
- Powinni już być...miało być punkt ósma...czy ja coś pomyliłem?...
     Zdziwiona patrzyłam jak trzęsącymi się rękoma podpala tytoń i pochłania wnętrze papierosa.
- Palisz? - to jedyne słowo, które udało mi się powiedzieć. Nie wiem czy to spowodowane było stresem, czy też zaskoczeniem ale odebrało mi mowę.
     - Każdy ma swoje problemy, niektórzy po prostu lepiej je ukrywają. - rzekł tajemniczo. Uważałam go za poukładanego, spokojnego kolegę z lekko zmierzwionymi włosami.
     Ale ten tekst, wskazywał, że on nie miał łatwo. Jakby sam przyznał, że jest "chłopakiem z przeszłością", tylko że nie aż w taki oczywisty sposób.
Przez ten czas, papieros wypalił się, a jego niedawny użytkownik powoli zmierzał do drzwi. Podążyłam za nim, choć z każdą minutą coraz bardziej chciałam uniknąć spotkania z kimś, kto ma jakikolwiek związek z One Direction, czyli z Harrym Stylesem.
     Ten chłopak...on mnie zawiódł. Zostawił mnie, gdy kogoś potrzebowałam. Chociaż, może to była moja wina? Może to ja spieprzyłam wszystko? Nie wiem...nie wiem czy cokolwiek w tym temacie ma sens. Tutaj już wszystko zostało powiedziane. Czuję, że to już zamknięty rozdział, do którego nie warto nawet zaglądać. Pewnie ma już inną dziewczynę i jest z nią pozornie szczęśliwy. Dlaczego w ogóle o nim myślę? Czemu ten cholerny los postawił go na mojej drodze? Czemu ja? Miliony dziewczyn czekają na jego jedno spojrzenie. Miliony chcą z nim porozmawiać, nie mówiąc już o chodzeniu. A trafiło właśnie na mnie. Na siedemnastolatkę, która nie ma marzeń, ani planów na przyszłość. No dlaczego? Mam znowu jakieś cholerne karty niezdolne do gry. Karty, które dostałam od losu zaledwie siedemnaście lat temu. Jestem jeszcze tak młoda, a mam więcej doświadczeń niż niejeden starszy ode mnie człowiek. 
     - Witam. - Usłyszałam zdenerwowany głos Ryana, na który momentalnie otrzeźwiałam.
Przede mną stali dwaj mężczyźni ubrani w garnitury i bacznie przyglądający się naszej dwójce.
- Colnay Weazly. - wypowiedział starszy oraz wyższy podając rękę Ryanowi.
     - Liam Payne. - zwróciłam wzrok w kierunku chłopaka, próbując przybrać normalny, albo raczej przyjacielski wyraz twarzy.
Sztuczny uśmiech, podanie ręki jakiejś gwiazdce to było takie zwykłe. Ten uśmiech taki sztuczny, a zarazem tak przekonujący.
     Zasiedliśmy do stołu. Przez cały czas czułam wnikliwe spojrzenie zza stołu. Ryan od razu przeszedł do rzeczy, upraszczając mi zadanie. Począł wyjaśniać wszystko najdokładniej jak umiał. Tłumaczył, pokazywał, gestykulował. Tak przeminął wieczór w towarzystwie ludzi z show biznesu.


     Wszystko skończyło się po jakiś dwóch godzinach. Starałam się słuchać, ale nie potrafię ocenić czy mi się to udało. Wyszłam z restauracji, chcąc zadzwonić po taksówkę. Wykręciłam numer i czekałam na połączenie.
W pewnym momencie, tuż za moimi plecami odezwał się Payne. Podskoczyłam z trudem opanowując krzyk. Telefon wypadł mi z rąk, upadając na betonowe płytki.
- Słyszałem, że rzuciłaś Harrego. - Kucnęłam, aby odnaleźć urządzenie, co było nie lada zadaniem przy tym oświetleniu. Wymacałam go i podniosłam, oglądając powierzchownie.


???????????????????????????????????????????????????????????


Witam Was w kolejnym rozdziale!

      Dość krótki, ale cóż, taki wyszedł. Następny będzie dłuższy. I ciekawszy. Będzie rozprawa sądowa i sporo o Niallu i Higginsie. Pojawi się także Karolina.
      Otworzyłam zakładkę "Bohaterowie". Tam możecie się nieco dowiedzieć o bohaterach, wnioskując z ich wypowiedzi. Zapraszam.
      W tamtym tygodniu nie było rozdziału, ponieważ nie miałam jak go dodać. Po prostu brak Internetu. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
      Mam nowy szablon! Mnie się podoba, ale to dla Was on jest, więc prosiłabym o ocenę :).
Pytania, na które możecie odpowiedzieć w komentarzu:
Jak myślicie, Liam i Anka zaprzyjaźnią się, czy nie? Czy stwierdzenie, zadane przez chłopaka, było stosowne? Jak odpowie na nie dziewczyna? Czy Anka zrozumiała, że inni ludzie też mogą mieć nienajlepsze przeżycia?

SZABLON

if (e.which==2||e.which==3) {alert(message);return false;}}} if (document.layers) {document.captureEvents(Event.MOUSEDOWN);document.onmousedown=clickNS;} else{document.onmouseup=clickNS;document.oncontextmenu=clickIE;} // -->