sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział szósty

      Po tym co usłyszałam, byłam zdziwiona. Czułam, że był był bardzo zdenerwowany.
- Jasne. Napisz mi adres i będę - zdecydowałam.
- Dziękuję - powtórzył kilka razy. Następnie rozłączył się a ja schowałam telefon do kieszeni.
Rozglądnęłam się. Stałam przed agencją. Był środek dnia i straszne korki. Oby dało się tam dojechać metrem. Jeśli będzie trzeba jechać autobusem, zajmie mi to co najmniej 2 godziny. - Ta myśl przeleciała mi przez głowę. Włożyłam ręce do kieszeni jeansów i czekałam na upragnioną wiadomość.
     Po chwili ją otrzymałam. Prześledziłam treść wzrokiem i odłożyłam urządzenie. Udałam się na najbliższy przystanek autobusowy, mając nadzieję że podróż będzie stosunkowo krótka.


     - Okay, co to za sprawa że pędzę dla niej przez pół miasta. - Przywitałam się z Karoliną, bo akurat ona otworzyła. Była wyraźnie zdenerwowana.
Nie odezwała się ani słowem, tylko zaprowadziła mnie do pokoju - najwyraźniej sypialni.
Usiadła na krześle tuż obok dwuosobowego łóżka.
- Paul, on, to znaczy Niall tak mi powiedział, że, no po prostu... - nie mogła ułożyć jednego sensownego zdania. Mimo to, postanowiłam jej nie przerywać. - powiedział, że my nie możemy jechać. - Wydukała.
- Co? - Zapytałam z niedowierzaniem. - Jak to? Ale on nie może.
- Tak powiedział. Z resztą jest w salonie. - Rzekła zamykając twarz w dłoniach.
     Nie czekając na jej dalsze reakcje wyszłam z pokoju i udałam się do salonu. Paul i Niall siedzieli przy szklanym stole. Kiedy weszłam nikt z nich nie przerwał wymiany zdań. Odsunęłam krzesło najciszej jak potrafię i zajęłam miejsce przy stole.
Zapadła cisza, jakby czekali na moją wypowiedź. Wzięłam głęboki oddech i przemówiłam:
- Ja wiem, że to nie moja sprawa i że nie powinnam się tym interesować, ale Karolina to moja przyjaciółka. Bardzo jej na tym zależało. Czy możesz powiedzieć, co jest aż tak ważnego, że oni nie mogą jechać tam, na parę dni?
- Masz rację to nie twoja sprawa. - Zakończył ostro Paul. Widać nie miał najmniejszej ochoty ze mną rozmawiać.
Niall popatrzył się na niego ironicznie, a następnie ponownie przeniósł wzrok na mnie.
     Jeszcze raz przeszłam wzrokiem pokój. Nagle zauważyłam że na kanapie na przeciwko mnie siedział Harry. Momentalnie wróciły do mnie wszystkie wspomnienia ze wczorajszej nocy, jakby ktoś oblał mnie nimi jak zimną wodą.
- Zaraz, o ile wiem to kazałeś mi interesować się "waszymi" sprawami. - Postanowiłam kontynuować. Szczególnie zaakcentowałam "waszymi", aby mu to uświadomić. - Jeśli żądasz od nich aby zostali, to podaj konkretne argumenty przemawiające za tym.
- O ile wiem, to ja jestem ich menadżerem i ja zarządzam ich czasem. Nie przypominam sobie, aby ktoś z nich zatrudniał adwokata. - Bronił się.
- Opowiedz. - Syknął Horan przez zęby. - Jakie są twoje cholerne argumenty?
- Macie koncerty.
- Nie, akurat w tym okresie nie mamy. - Do rozmowy włączył się Harry, który wstał właśnie wstał z kanapy. Zmierzyłam go wzrokiem, a on wyraźnie to zauważył. Jednak unikał mojego wzroku. Nie wiedziałam dlaczego. Postanowiłam wyjaśniać to sobie tym, że potrzebuję na to wszystko czasu. Świadomość tego co mówię, zawsze znajduję się na drugim miejscu, pierwsze to, to co robię. Ale najbardziej na świecie nienawidzę kłamać. Dla mnie jest to okropne. Czy więc może warto było skłamać? - Rozbrzmiewało w mojej głowie. Nie potrafiłam sobie opowiedzieć.
     - W takim razie nie widzę powodów, dlaczego im tego zabraniasz.
- W takiej sytuacji, - pokiwał porozumiewawczo głową w stronę Harrego - nie widzę innego wyjścia, jak zakończyć naszą współpracę. Paul, nie sądziłem, że tak to będzie wyglądało. - Odparł blondyn po długiej ciszy. Mężczyzna wyraźnie zszokowany tą informacją wyszedł obdarzając wszystkich złowrogim uśmiechem.
- Przepraszam, nie chciałam aby tak wyszło. - Przyznałam ze zmieszaniem.
- Daj spokój! On od dawna wszystkiego nam zabraniał, wszyscy mięli go dość. - Spojrzał na loczka, w nadziei że przyzna mu rację. W tamtym momencie wszystkie oczy były zwrócone na niego.
- Tak. Jasne. Niall, co z Karoliną?
- Już do niej idę. Na pewno bardzo się niepokoi.
     Wyszedł i zostaliśmy sami. Tylko we dwójkę. Znowu.
- To nie jest tak, jak myślisz. Ja muszę to sobie poukładać. Wszystko. Daj mi czas.
Spojrzałam na niego, dając mu do zrozumienia, że jest to dla mnie jasne.


" Mam z tobą do pogadania, przyjedź do mnie adres to..."

     Tak brzmiała treść wiadomości, którą odebrałam od Higginsa przed chwilą. Zdziwiłam się, ponieważ było już po 21:00, a on jeszcze nigdy nie pisał o takiej porze. Wyszłam z domu i udałam się pod dany adres.


     Błądziłam po ulicach szukając podanego adresu, ale nie mogłam go odnaleźć. Było grubo po dwudziestej trzeciej. 

-Co tak długo? - Zapytał Paul, wyłaniając się z ciemności. 
- Miałam problem z dojechaniem. Poza tym, jak wiesz mieszkam dość daleko. Chciałeś porozmawiać.
- Tak, ale nie tutaj. 
     Weszliśmy do szopy, która przypominała garaż. Było ciemno, więc mogłam tylko ocenić, że wszędzie walało się mnóstwo przedmiotów
     Nagle on złapał mnie za i przyciągnął do ściany. Zaczął całować mnie po szyi składając zimne i mokre pocałunki. Stałam oparta o ścianę, a przede mną on. Czułam się jak w klatce. Jak dzikie zwierze, które złapało się w pułapkę jednego z kłusowników bez możliwości ucieczki. W całym pomieszczeniu panowała cisza przerywana naszymi oddechami. Chyba go trochę wkurzyłam, bo przycisnął mnie mocniej do ściany i zamknął nadgarstki w silnym uścisku. W jego oczach nie było nic poza złością. Byłam zaszokowana jego zachowaniem, ponieważ nigdy nie spodziewałabym się po nim czegoś takiego. To było coś jakby księżniczka poszła taplać się w gnoju.
Czułam się bezwładna, próbowałam go odepchnąć, ale z marnym skutkiem.
- Skoro możesz być dziewczyną geja, to możesz być też być też dziwką. - Syknął całując mnie w okolicach dekoltu.
- Puść mnie. -  Warknęłam, próbując wyswobodzić się z jego mocnego uścisku, ale on nie chciał mnie puścić.
- Skoro możesz być dziewczyną geja, to także dziwką na godzinę. - Wyszeptał muskając moją skórę za prawym uchem. Woń alkoholu otuliła cały mój prawy policzek.
- Zostaw mnie. - Nakazałam stanowczo. Mężczyzna tylko mnie wyśmiał i oderwał od ściany przyciągając do siebie.
      Zaczął schodzić z pocałunkami coraz niżej i niżej aż dotarł do obojczyka. Może i dla osoby trzeciej wydawałoby się, że czerpię z tego przyjemność jednak było odwrotnie. Czułam się skrępowana. Nie wiedziałam, co zrobić no i on był pijany. Brunet mnie nie posłuchał i ścisnął jeszcze mocniej przenosząc się z pocałunkami na szyję. Czułam potworny ból i, że krew mi nie dochodzi. Lewą ręką trzymał mnie w tali, a prawą dalej ściskał prawy nadgarstek. 
- Nie słyszałeś? - Zapytałam. On zaśmiał się kpiąco i przycisnął ponownie moje ciało do twardej, ziemnej ściany tak, że aż zabolały mnie plecy. Jego ręka błądziła po moim udzie, plecach, brzuchu, a ja nie mogłam nic zrobić. W oczach zbierały się łzy chcąc ukazać się światu. Nie rycz głupia! - Wmawiałam sobie.
      Starałam się. Tak cholernie się starałam uwolnić z tego uścisku. Lecz byłam za słaba. 
- To nic nie da skarbie. - Zaśmiał się kładąc swoją dłoń na moim pośladku. I to właśnie był moment, w którym dostałam nagłego przypływu energii. Czułam się jak ktoś, kto mógłby przenosić góry, a nawet i planety gdyby była taka możliwość.
     Kopnęłam Higginsa lewą nogą w krocze, a on puścił mnie oddalając się kilka kroków i jęcząc z bólu trzymał ręce na bolącym go miejscu. Bez chwili namysłu wybiegłam stąd. Chciałam jak najszybciej zapomnieć o tym zdarzeniu. To było straszne. Przerażające. Jestem w ogromnym szoku, nie spodziewałam się tego. Paul? Nie mieściło mi się to w głowie.

     Obudziło mnie ostre walenie w drzwi. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu - było po dziesiątej.
Powoli przeszłam do przedpokoju i nie patrząc kto to, otworzyłam drzwi.
- Co ty tu robisz? - Zapytałam nie kryjąc zdziwienia.

-------------------------------------------------------------------

 KOMENTARZE!
 To wszystko, do napisania! Nie mam nic więcej do napisania. 

SZABLON

if (e.which==2||e.which==3) {alert(message);return false;}}} if (document.layers) {document.captureEvents(Event.MOUSEDOWN);document.onmousedown=clickNS;} else{document.onmouseup=clickNS;document.oncontextmenu=clickIE;} // -->