sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział czwarty

     - Właśnie na to czekam. - Chciał zyskać na czasie, ale z marnym skutkiem.
- HintHunt. Mówi ci to coś? - Po tych słowach weszliśmy do metra które właśnie nadjechało. Kiedy dojechaliśmy moim oczom ukazał się ogromny park rozrywki. Patrzyłam się na to miejsce wielkimi oczami nie mogąc nic powiedzieć.
- Nie, Harry ja już ci wierze. Już mi tego nie udowadniaj. - Błagałam.
- Co ci się stało? - Zapytał podnosząc brew.
- Em...a nie możesz udowodnić mi tego jakoś inaczej? - Zapytałam z nadzieją, jak 4-letnie dziecko, które chcę uniknąć kary.
- Boisz się? - Zakpił. Po tych słowach nie mogłam się już wycofać. Ukrywając niechęć podeszłam do kasy i kupiłam dwa bilety, mimo że Harry wyrywał się do zapłaty. Po chwili byliśmy już na terenie parku. Uznałam to za ostateczny moment do kolejnej próby:
- Harry...ale ja już ci wierze. 
- Jak powiesz mi o co chodzi to wyjdziemy. - Uwarunkował się.
- Jak jadę kolejką to nic mi się nie dzieje, ale jak stoję pod nią to robi mi się słabo. Teraz rozumiesz? - Odpuściłam. Musiałam mu to powiedzieć, bo by mnie zaciągnął do jakiejś kolejki, a wtedy różnie mogło by być.
     Przez następne kilka godzin biegałam za Harrym, a on szalał tutaj jak małe dziecko. Jego zabawę przerwał telefon od Karoliny:
- Czekaj! - Krzyknęłam. - Karola dzwoni.
     - Halo? - Odrzekłam.
- Anka, Niall zaprosił mnie na wakacje! - Krzyczała. - Na Dominikany!
- Karola, rozumiem twoje podekscytowanie, ale mogłabyś ciszej? - Stłumiłam ją.
- Przepraszam, po prostu bardzo się cieszę. Resztę opowiem ci dzisiaj wieczorem. Pasuję ci? - Piszczała.
- Jasne. U mnie o 19:30. - Próbowałam przejąc jej entuzjazm, ale marnie mi to wychodziło. Pożegnałyśmy się i zakończyłam połączenie.
     - Harry! - Wykrzyknęłam. - Harry - Powtórzyłam. Ale na nic się to zdało, ponieważ on właśnie wychodził z wagonu kolejki.
-Wow! - Zawołał podchodząc do mnie chwiejnym krokiem. - To było coś.
- Karolina i Niall wyjeżdżają na Dominikany. - Poinformowałam go.
- To świetnie. - Usiadł na ławce i odetchnął głęboko. - My też kiedyś pojedziemy.
- Harry, czy ty myślisz że moje udawanie będzie wieczne? - Zapytałam, oczekując na jakąś sensowną odpowiedź.
- Mam nadzieję że skończysz udawać. - Uśmiechnął się tajemniczo, mimo że doskonale wiedziałam o co chodzi.
- A ja mam nadzieję, że wybawiłeś się na tyle, żeby mieć dość.
- No... - Przyznał z szeroko otwartymi oczami. - Dobra, idziemy.
     Niedługo potem siedzieliśmy na ławce stacji metra, wyczekując na pociąg. Nikt nie chciał być pierwszym, który zacznie rozmowę. Cisza która nas otaczała była jak kat, który tylko czekał aby wydać wyrok.
- Na ile Karolina i Niall wyjeżdżają na wakację? - Zapytał spoglądając na mnie.
- Nie wiem. Dzisiaj do mnie przychodzi, to ją oto zapytam. - Odpowiedziałam spokojnie.
- A czy ja mógłbym uczestniczyć w tej rozmowie. - Ciągnął, a w jego głosie dało się wyczuć skrępowanie.
- Jeśli chcesz...to nie mam nic przeciwko. Niall też będzie. - Jego skrępowanie nie ustawało, a ja musiałam się bardzo pilnować, aby nie roześmiać się. - To może ja zadzwonię do i ją powiadomię.
- Jasne. - Podrapał się po karku. Na te słowa wstałam i odeszłam na kilka metrów aby zadzwonić. Wykonałam krótki telefon i po chwili wróciłam do naszej rozmowy:
- Wszystko już ustalone. U mnie o 19:30. - Dalszą rozmowę przerwało metro, które właśnie nadjechało.


Wsiedliśmy do niego i znaleźliśmy dwa miejsca naprzeciwko siebie. Po chwili usłyszeliśmy tłumiony pisk dziewczynki, na który ja mimowolnie się obejrzałam, w przeciwieństwie do "mojego chłopaka".
     Była to młoda osóbka która wierciła się niespokojnie na fotelu. "Pewnie kolejna urocza fanka."-My-ślałam.
- Harry. - Szepnęłam trącając go w kolano i wskazując moje lewo. On zrobił wielkie oczy i zwrócił swój wzrok w kierunku niej. Wyraz twarzy tej dziewczynki był bezcenny. Przestraszenie wymieszane z podnieceniem i stłumionym szczęściem. Nie mogłam wytrzymać i roześmiałam się najciszej jak potrafiłam. Najpierw zapytał ją jak ma na imię, a potem podpisał kartkę papieru którą otrzymał od fanki.
     Wysiedliśmy na następnej stacji w obawie że więcej osób go rozpozna.


- Jesteś nienormalny. - Skomentowałam jego zachowanie w metrze.
- Nie każda gwiazda jeździ metrem. - Dowartościował się.
- Naprawdę nie wiem za co one cię lubią.
- Jak to, "za co"?! Jestem śliczny, miły zabawny no i mam fajne loczki. - Żartował.
     - No tak, jesteś zabawny. - Przyznałam, śmiejąc się. - Ale przez twoją sławę, będziemy musieli iść 3 stację metra do mojego mieszkania.
- Zakład że nie? - Zaproponował.
- O co? - Robiło się coraz ciekawiej.
- Hmm... - Wskazał palcem na policzek i dodał. - Dwa razy. Raz tutaj a drugi gdzieś, gdzie wszyscy będą widzieli.
- Okay, ale masz 20 minut na to, abyśmy byli pod moim blokiem. - Podałam mu rękę, a on uścisnął mi ją na znak że przyjmuję wyzwanie. - I nie możesz korzystać z telefonu.
     - Chodź. - Chwycił mnie za rękę. Posłusznie poszłam za nim. Od czasu do czasu rozglądał się jakby czegoś szukał. W pewnym momencie zatrzymał się i wszedł po schodach kremowego domu. Zapukał po czym poprawił fryzurę.
- Tak? - Zapytała kobieta po 30. ubrana w zwiewną, karmelową sukienkę.
- Cześć, jestem Harry Styles, a to moja dziewczyna. Zespół się nam samochód, a mamy umówione spotkanie. Czy nie mogłabyś nas podwieźć? - Tłumaczył się.
- Oczywiście, jasne, tak! Moja siostrzenica cię uwielbia! Biorę kluczyki i jedziemy. - Mówiła szukając kluczyków, podczas gdy Harry stał ze sztucznym uśmiechem u progu drzwi.
- Moją dziewczynę już chyba znasz? - Zapytał. Szczególnie zaakcentował "moją dziewczynę". Ten, kto sądzi, że przyzwyczaiłam się do tych słów, jest w błędzie. Dziewczyna pokiwała głową i zamknęła dom na klucz. Harry w tym czasie przeszedł obok mnie i szepnął na tyle cicho aby dziewczyna tego nie usłyszała:
- Wygrałem.
- Nie żyjesz Styles. - Popatrzyłam się na niego z udawanym współczuciem.
- Zaczekaj aż ty będziesz się tak nazywać. - Powiedział otwierając mi drzwi. Otworzyłam szeroko usta, chcąc coś powiedzieć ale nie zdążyłam do on także wsiadł do samochodu.
     Był to sporych rozmiarów Range Rover o kolorze białym.
- To pod jaki adres? - Zapytała brunetka odpalając silnik. Podałam jej adres po czym wyjechaliśmy na dwupasmową ulicę. Po krótkiej rozmowie dowiedzieliśmy się że nazywa się Julia i jest Polką.
- Jesteś Polką? - Spytałam z niedowierzaniem. Mimo, że równie dobrze mogłam zapytać po polsku, ale tego nie zrobiłam.
- Tak. - Odrzekła w języku który był znany mi od dziecka. Musiała wyczuć że ja także jestem tej narodowości. Nigdy nie przyznawałam się do swoich korzeni. Było to dla mnie bardzo wstydliwe, w pewnym sensie. Chciałam jej coś odpowiedzieć, ale postanowiłam że nie daruję sobie tą przyjemność. Naturalnie udałam że nie rozumiem, ale ona nie była taka głupia. Powtórzyła w tym samym języku:
- Masz polskie imię. Jesteś Polką. Proszę cię, nie udawaj że nie rozumiesz. To takie przykre że nie potrafimy się do tego przyznać.
- Dobrze, jestem Polką. - Przyznałam i wciągnęłam się w rozmowę. Od czasu do czasu spoglądałam na Harrego który patrzył się na nas jak na wariatki. Niedługo potem zrozumiał że my nie przestaniemy i zaczął bawić się telefonem.
     Reszta podróży upłynęła bardzo przyjemnie. Nawet się nie spostrzegłam, a byliśmy już pod moim blokiem. Wymieniłam się numerami i niedługo potem wspinaliśmy się po klatce schodowej.


     - Nie zdążyłeś! - Wykrzyknęłam gdy przekroczyłam próg swojego mieszkania. - Jest 19:13!
- Cholera. - Przeklął pod nosem. - W jakim języku rozmawiałyście w samochodzie? Ja nic nie rozumiałem.
- Po polsku. Jestem Polką. - Przyznałam z uśmiechem. Po rozmowie z nią nie wstydziłam się tego aż tak bardzo.
- Czyli nici z zakładu. - Odrzekł udawanie smutno.
- Zaraz, ja wygrałam, czyli to ty mi wisisz przysługę czy coś takiego.
- Do czego zmierzasz? - Jego niepewność była kolejny raz bardzo wyczuwalna.
- Bardzo słabo radzisz sobie z kryciem uczuć. - Przedłużałam, tak jak wtedy przy kolejce Harry. - A co do tej przysługi to zobaczysz w swoim czasie. - W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Leniwie wstałam z białej kanapy i skierowałam się w stronę źródła dźwięku.


     - Na ile jedziecie? - Zapytałam, kiedy skończyli opowiadać. Byli strasznie podekscytowani.
- Na tydzień. Szybko zleci. - Rzekł blondyn chwytając "swoją księżniczkę" za rękę. Miło było widzieć że im się układa.
- Mówiliście już o tym reszcie? - Do rozmowy włączył się Harry.
- Nie państwo Styles są pierwszymi. - Żartowała brunetka.
- Co wy macie z tym Styles. Kiedy byłam w pracy to kobieta z recepcji też mi z tym wyskoczyła! - Na to wszyscy się roześmiali. To było rzeczywiście zabawne i śmieszyło także mnie.


     Dalsza część wieczoru minęła bardzo przyjemnie, rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Około czwartej nad ranem nikomu już nie chciało się wracać do domów, więc postanowione zostało że do rana będą mogli zostać tutaj.
     - Proponuję, aby Niall i Karolina spali w jej starym pokoju. - Rzekłam, wstając i wskazując na pokój. Gdy to usłyszeli popatrzyli się po sobie, a następnie uśmiechając się na mnie, przez co dopadło mnie skrępowanie. Chcąc tego uniknąć dodałam. - Jeśli się zgadzacie, oczywiście.
- Tak, tak, oczywiście się zgadzamy.
- Świetnie. - Nerwowo się uśmiechnęłam. - Harry, a ty? Może tutaj na kanapie?
- Jasne. Nie ma sprawy. - Powiedział wpatrzony w niewiadomy przedmiot.
     Chwilę jeszcze posiedzieliśmy, a następnie każdy w swoim czasie poszedł spać. Karolina i Niall rozeszli się jako pierwsi. Zostaliśmy sami. Tylko ja i on.
- Może powinniśmy już iść do łóżka. - Powiedziałam. Uświadomiwszy sobie, jak to zabrzmiało, poczułam że się rumienię.
Harry przełknął nerwowo ślinę.
- To znaczy... - Zaczęłam.
- Mamy iść spać, tak?
Skinęłam głową.
- Też tak myślałem. - Wstał z kanapy i utkwił swój wzrok na panoramie Warszawy, która wisiała bezwładnie na jednej z salonowych ścian. Skrzyżował ramiona na piersi, w świetle księżyca, jego ciemne włosy wydawały się czarne. W głowie kłębiły mu się dziesiątki myśli, mnie z resztą także. Jeszcze chwilę przyglądałam mu się w bezruchu, a następnie bezszelestnie opuściłam pokój w którym spędzam tak dużo czasu. Zrzucając dzisiejsze ubrania wzięłam szybki prysznic i niedługo potem byłam już w miejscu, które jest świetnym do wszelakiego rozważania. Kolorowa pościel biła przyjemnym ciepłem.
     "Harry...Styles...mój chłopak. Może już nie jest udawany, albo po prostu ja już nie chcę udawać? Moje lodowate i puste serce, czyżby pokochało kogokolwiek? Nigdy nie znałam tego uczucia. Było mi obce.
     Do tej pory potrafiłam tylko ranić. Nie umiałam przepraszać, ani wybaczać, może dlatego, że nikt nigdy nie obdarzył mnie tymi cennymi słowami. On chyba też nie zaznał czegoś takiego. A jednak potrafi być czuły, miły sympatyczny... Bez wahania mi przebaczył. Ja nie byłabym w stanie na coś takiego. Ma do mnie takie zaufanie, a ja odpycham go na każdym kroku. Ale po prostu taka jestem...
     Jaka? Bez uczuć? Bezduszna? Cholernie podobna do rzeczywistości? Tak. I co z tego? A on mimo wszystko akceptuje mnie taką jaka jestem. I Karolina i Niall. Do tej pory myślałam że nie mam nikogo.          Ani rodziny, ani przyjaciół. To bzdura! Mam ich. Rodzina to nie wszystko. Chociaż, na własne życzenie ich straciłam. Moją mamusię...tak była dla mnie jak...nie ma takich słów. Anioł? Być może. Niestety zapomniała o jednej rzeczy: że rodzina składa się jeszcze z ojca... Mój...kto? Nie ma kogoś takiego! Był tyranem, który chlał, ćpał i palił. Bił mnie i matkę. Ona nie potrafiła tego zakończyć. Powiedzieć STOP. Ja nie miałam dzieciństwa. W szkole udawałam że wszystko jest dobrze, normalnie. Nie było. Nigdy. Na sam dźwięk zbliżających się kroków, starałam się udawać że śpię, aby nic mi nie zrobił." - W moich myślach starałam się wołać o spóźnioną pomoc. Chciałam od tego uciec, ale było to silniejsze. "Może ja byłam za słaba?" - Rozległo się w mojej głowie.


     "W około było pełno ludzi, a ja byłam tam najmniejszą osobą. Wszyscy rozpaczali. Stałam przy łóżku szpitalnym i nie wiedziałam co się dzieje. Na łóżku leżała starsza pani. Rozpoznałam ją. To była moja babcia. Była już bardzo słaba i spoglądała tylko na otaczających ją ludzi. Ale z największą troską patrzyła na mnie. Miałam wtedy może pięć lat. Nagle wszystkie przyrządy zaczęły piszczeć. Nie wiedząc co się dzieje podbiegłam do jej boku.
- Kochanie ja wiem, że będzie dobrze. Obiecuję. Jesteś moim skarbem. Kocham Cię.- Powiedziała i to były jej ostatnie słowa. Babcia zamknęła oczy, a ja zaczęłam ją wybudzać, myśląc że śpi. Potem ktoś odsunął mnie od niej, dając miejsce lekarzom. Tego dnia babcia śniła mi się po raz pierwszy. Śniła mi się tak co noc aż do ukończenia podstawówki, zawsze wypowiadając te same słowa. Z nocy na noc stawała się coraz bledsza i chudsza. Znikała z każdym porankiem. Ale ja się jej nie bałam, to była jedyna osoba, która obdarzyła mnie bezkonkurencyjną miłością i czasem. Mojej mamie brakowało czasu na moje problemy. Babcia była kimś lepszym od anioła, ale ja nie znam takich słów. Tamtego dnia poczułam że opuścił mnie ktoś kogo KOCHAŁAM najbardziej na świecie. Bo ona już nigdy nie powie mi tego samego, bo już nigdy nie pójdziemy do warszawskiego parku. Tego dnia straciłam wiarę w miłość. Oby nie na zawsze..."
  
     Na to wspomnienie gwałtownie otworzyłam oczy. Tej nocy nie chciałam już spać. Podejrzewam, że i tak nie zasnęłabym już tej nocy. Najciszej jak umiałam otworzyłam drzwi i udałam się do kuchni. Droga do kuchni wiązała się z przemierzeniem także salonu.
     Chciałam przemknąć to pomieszczenie jak najciszej, ale Harry i tak nie spał. Stał odwrócony w stronę okna o wielkości podłużnego lustra w którym można się obejrzeć w całości. 
Podskoczyłam nerwowo, gdy Harry obejrzał się i szepnął moje imię. 
     Był ubrany w same bokserki, a mimo to nie czuł skrępowania. W przeciwieństwie do mnie, ubraną w za dużą i za szeroką, szarą bluzkę.
- Przepraszam, ja... - przełknęłam nerwowo ślinę.-Chciałam się napić wody. - Zaczęłam się tłumaczyć starając się nie gapić na jego nagi tors. Wyrzeźbione mięśnie brzucha, klatki piersiowej i ramion jakby emitowały w nocnym świetle, wiecznie żywego Londynu. 
On nic nie mówiąc uśmiechnął się pokazując wszystkie śnieżno-białe zęby. Momentalnie jego uśmiech zniknął z twarzy gdy spostrzegł malutką łzę na mojej twarzy.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 


Witam wszystkich bardzo serdecznie!
Co sądzicie o tym rozdziale? Myślę, że jest okay. Jednak, wydaje mi się, że nieco za długi. Mam nadzieję że Was tym nie przestraszę. Jeśli przeczytaliście ten, to koniecznie przeczytajcie także następny. Kolejny, według mnie będzie najlepszy ze wszystkich dotychczasowych. ( A przynajmniej początek.) Co sądzicie o wakacjach Karoliny i uroczego blondyna? Czy główna bohaterka przełamie się w końcu i zauważy coś czego nie widziała do tej pory? Mogę Was zapewnić, że ta historia nie będzie tylko o niekonkurencyjnej, szczerej i bezgranicznej miłości.

Liebster Award:
Do tej pory, otrzymałam dwie nominację. Tak, zauważyłam je obie :). Sęk w tym, że strona która będzie temu poświęcona, jest jeszcze w fazie przygotowawczej. Apeluję o cierpliwość. 

Do napisania, kochani!

SZABLON

if (e.which==2||e.which==3) {alert(message);return false;}}} if (document.layers) {document.captureEvents(Event.MOUSEDOWN);document.onmousedown=clickNS;} else{document.onmouseup=clickNS;document.oncontextmenu=clickIE;} // -->