wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział dwunasty

    - Wydaję mi się, że to nie twoja sprawa. - Pogratulowałam sobie w myślach, gdy mój telefon odmówił jakiegokolwiek posłuszeństwa.
- Masz rację. Ale to chyba nie tajemnica?
     Przeklęłam w myślach, nie wiedząc bardziej z jakiego powodu.
- Dobrze, rzuciłam. I zrobiłabym to jeszcze raz z największą przyjemnością. - dodałam z arogancją.
     - Przepraszam. - dodał po chwili. - Po prostu musiałem wiedzieć.
Rzuciłam mu niezrozumiałe spojrzenie, ale postanowiłam nie pytać. Jeszcze raz powierzchownie obejrzałam urządzenie, po czym ze zrezygnowaniem wrzuciłam go do torebki.
     Przyjrzałam się dokładniej Brytyjczykowi.
Brązowe, duże oczy. Dokładnie wyrażały co teraz czuję. Ja jednak nie jestem dobra w odgadywaniu ludzkich nastroi.
Świetnie wykrojone usta, które ułożone w lekkim uśmiechu. Lekko uchylone eksponowały śnieżnobiałe zęby.
Można było go opisywać bez końca, ale błądzenie oczyma po jego twarzy w pewnym momencie stało się dla nas krępujące.
- Choć, odprowadzę cię do domu. - rzekł, oglądając buty. Chciałam się sprzeciwić, ale chłopak nie czekał na odpowiedź.


     Szliśmy w ciszy w pełni doceniając jej wagę. Żadne z nas nie odważyło się jej przerwać.
- To tutaj. - zauważyłam stając przed pięcioma kilkupiętrowymi blokami, zataczającymi się łukiem przed nami.
     Blok w którym mieszkałam był trzeci, czyli znajdował się w samym środku. Podwórko, przez które trzeba było przejść, było całkiem ciemne. Nie oświetlała go ani jedna, nawet mała lampa.
- Tutaj masz mój numer. - podał mi skrawek papieru, na którym był zapisany kolejny ciąg cyfr. Kolejny bezużyteczny numer - wtrąciły moje myśli.
- Do zobaczenia. - powiedział i odszedł znikając w ulicznym zgiełku.
     Stałam jeszcze chwilę, rozmyślając nad nieznaczącymi sprawami.
- To dla mnie się tak ubrałaś, skarbie?
Czułam zimny oddech na ramieniu i szyi. Jego głos był chrapliwy i bardzo dobrze mi znany.
Zamknęłam oczy i odwróciłam się na pięcie.
Gdy go zobaczyłam nie potrafiłam powstrzymać krzyku.
     To był on
Zasłonił mi usta dłonią, tłumiąc odgłos, który się z nich wydobył. Jego wzrok był taki pusty, jakby pozbawiony jakichkolwiek pozytywnych uczuć. Wiedziałam, że myśli o mnie tylko jak o jakiejś dziwce. Raz mu się nie udało, dlatego spróbował drugi. 
Ktoś na górze ciśnie replay - dopowiedziały moje myśli. To był najgorszy scenariusz, jaki życie mogło mi napisać. 
- Nie dotykaj mnie Higgins! - rzekłam hardo, jednak w środku bałam się jak cholera. Dobrze, tylko spokojnie. Przeklinanie nic tu nie da. - mawiałam sobie w myślach. 
     - Myślałaś, że jak raz ci się uda, to odpuszczę? - chwycił mnie za włosy i mocno szarpnął. - Ja nigdy nie odpuszczam.
Czułam się, jakbym była na to skazana,-jakby to był mój wyrok. Czułam także, jego wzrok na sobie. Jak przyglądał się mojemu biustowi i całemu ciału. Dlaczego on tak zwleka? Już dawno powinno być po wszystkim. 
Podczas gdy ja toczyłam wojnę ze swoimi myślami, Paul Higgins zmniejszał dystans między nami. Teraz lekko licząc dzieliły nas centymetry. 
Kciukiem rozmazał szminkę którą byłam pomalowana, tłumacząc, że ten kolor do mnie nie pasuje. 
Co chwila urywał zdanie i śmiał się szyderczo. 
Chciałam uciekać. Biec, tak szybko jak potrafię, a nawet szybciej. Jednak moje nogi były jak sparaliżowane. Jakby on przejął nad nimi kontrolę. 
- Jak można chcieć zrobić coś takiego kobiecie?! - rozległo się po placu. Nie był to jednak głos ani jego ani mój. To krzyczał człowiek, który postanowił zabawić się w Supermana. 
     Czarna postać stała w bramie i chyba rzeczywiście postanowił mi pomóc. To raczej postanowił, gdyż to napewno był mężczyzna. W jednej chwili znalazł się przy nim, chwycił go za markety i  od razu przeszedł do rzeczy. Wtedy zaczęła się prawdziwa bitwa. 
Nieznajomy wprost rzucił się na Higginsa. Przewrócił go i zaczęli się szamotać po ziemi, tuż pod moimi nogami. Po chwili nie potrafiłam ich rozpoznać. Nie wiedziałam który z nich był tym dobrym a który złym. Obaj byli w całości ubrudzeni błotem. 
Stałam nad nim, jak głupia, ale muszę przynać, że w tamtej chwili straciłam głowę. Następnie, któryś wstał i wybiegł, co uznałam za skończoną potyczkę. Po chwili drugi także wstał i wtedy go rozpoznałam. Mimo mroków i przerażenia wiedziałam że to był Liam. 
Na początku chciał za nim pobiec, lecz gdy spojrzał na mnie, zamar w bezruchu. Wiedziałam, że jeśli zaraz nie odwrócę wzroku i nie ucieknę, to z oczu popłyną mi dwa strumienie łez. Gorzkich i słonych. Nie mogłam mną to pozwolić. Nie mogłam złamać obietnicy danej sobie w przeszłości. Nie teraz, nie tutaj.
Zaczął się do mnie zbliżał, co dało mi zrozumienia, że to najwyższy czas puścić się pędem do ucieczki. Nie chciałam, aby widział, że cierpię. Nikt nie może o tym wiedzieć. Niall, Harry, Karolina i Danielle - nikt z tych osób, nie powinien był mnie wtedy widzieć. 
     Liam rozszyfrował moje zamiary i chciał pójść w moje ślady, jednak los wtedy postanowił się do mnie uśmiechnąć i rzucić pustą butelkę pod nogi Brytyjczyka. Upad, a ja dobiegłam do wielkich drzwi. Przetrzeszukiwałam torebkę w poszukiwaniu kluczy, a gdy je znalazłam, sporo czasu zajęło mi trafienie kluczem do zamka. Trzęsącymi się rękoma przekręcałam klucz, który stopniowo otwierał coś, co uchroni mnie przed złamaniem obietnicy. Udało się. Pchnęłam je z całą siłą mojego ciała i przekroczyłam próg. Z ulgą zamknęłam drzwi. Jeszcze chwila, a Liam stanął by naprzeciw mnie. Teraz odbił się od drzwi, stojąc po drugiej stronie.
- Będzie dobrze, rozumiesz?! - wykrzyknął osuwając się. 
- Będzie dobrze. - Powtórzył ze zrezygnowwaniem, jakby sam do końca nie wierzył w to, co mówi. 


     Wbiegłam po schodach nie czekając na windę. Dopiero w mieszkaniu poczułam się w pełni bezpieczna. Byłam wdzięczna Anglikowi za uratowanie, ale nie potrafiłam mu tego okazać. Będę musiała z nim pogadać i podziękować. Cóż, widać czeka mnie jeszcze jedna trudna rozmowa. Chcę powiedzieć Niallowi, że nie musi już ukrywać, że spotyka się z Karoliną. Wiedziałam, że to ją kocha i że ja nie mogę mu w tym przeszkadzać. Poza tym, jak przemyślałam to wszystko, to ja go nie kochałam. Potrzebowałam kogoś, kto mnie pocieszy. Z resztą on także. Nie mogło to być porównywanie z miłością. W głębi duszy wiedziałam, że nigdy nie przestał jej kochać.
Właściwie się cieszę, że mają siebie. Nie jestem o niego zazdrosna. Może zwariowałam, ale cieszyłam się ich szczęściem.
     Trudno jednak mówić o szczęściu, kiedy właśnie rozgrywa się twój dramat.
Kiedy tylko prektoczyłam próg meiszkania, opadłam na ziemię. Byłam wykończona. Przestraszona, zła, zdenerwona. Wszystko na raz. Na wypadek gdyby coś miało sieę stać, dokładnie zakmnęłam drzwi. 
Zdjęłam buty i skeirowałam się do łazienki. Nie dbałam o to czy zdjęłam ubranie, czy nie. Musiałam to z siebie zmyć. Jego dotyk. Spojrzenie, sposób traktowania. Musiało to ze mnie spłynąć. 

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział jedenasty

     Po niezbędnym przedstawieniu, rozeszłyśmy się. Dostałam od niej numer telefonu, ale szczerze wątpiłam, abym chciała kiedykolwiek z niego skorzystać.
     Gdy wróciłam do domu, musiałam się mocno pilnować, aby nie zasnąć. Byłam wykończona. Moje włosy ledwie trzymały się pod mocnym uściskiem grubej gumki do włosów. Zdjęłam szpilki w których chodziłam cały dzień. Rzadko decydowałam się na takie rozwiązanie. Częściej można mnie zobaczyć w trampkach.
     Bosymi stopami przeszłam salon, udając się do łazienki.
     Odkręciłam kurek. Czułam, jak po całym ciele przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Ciepła woda bębniła o moje ciało, dając upust zmęczeniu. Po chwili na mokre włosy spadł deszcz białej piany. Palce delikatnie zaczęły masować skórę głowy. Masaż trwał tylko chwilę, a następnie ustąpił pod wpływem szumiących strumieni z prysznica.
Jednak przyszedł czas na zakręcenie wody. Zawinęłam się w ręcznik i poszłam szukać ubrania na dzisiejszy wieczór.
Coś eleganckiego, ale i ciekawego... - powtarzałam raz po raz w myślach, przeczesując perypetia szafy z ubraniami.
     Po dłuższym zastanowieniu wybrałam dopasowaną, miętową sukienkę, czerwone szpilki oraz kopertówkę w tym samym kolorze co buty. Zdjęłam bransoletki.
Usta pomalowałam na krwisty kolor. Rzęsy już po chwili nabrały wyrazu, a włosy zostały wysuszone i rozczesane. Stwierdziłam, że nie będę ich spinać.
     Po mocnej kawie poczułam się lepiej, jednak moje samopoczucie było dalekie od jakiejkolwiek normy.
Wyszłam zakluczając drzwi i przeklinając pod nosem.
- Cześć dobrze, że jesteś. - przywitał mnie współpracownik, stojąc przed drzwiami restauracji.
        Miał czarną marynarkę z łatami na łokciach oraz koszulę w lekkie niebieskie pasy. Wszystko dopełniał błękitny krawat zawiązany ściśle w jeden z węzłów.
- Czy coś jest nie tak? - spytałam, gdy Ryan kolejny raz nerwowo spojrzał na zegarek.
- Powinni już być...miało być punkt ósma...czy ja coś pomyliłem?...
     Zdziwiona patrzyłam jak trzęsącymi się rękoma podpala tytoń i pochłania wnętrze papierosa.
- Palisz? - to jedyne słowo, które udało mi się powiedzieć. Nie wiem czy to spowodowane było stresem, czy też zaskoczeniem ale odebrało mi mowę.
     - Każdy ma swoje problemy, niektórzy po prostu lepiej je ukrywają. - rzekł tajemniczo. Uważałam go za poukładanego, spokojnego kolegę z lekko zmierzwionymi włosami.
     Ale ten tekst, wskazywał, że on nie miał łatwo. Jakby sam przyznał, że jest "chłopakiem z przeszłością", tylko że nie aż w taki oczywisty sposób.
Przez ten czas, papieros wypalił się, a jego niedawny użytkownik powoli zmierzał do drzwi. Podążyłam za nim, choć z każdą minutą coraz bardziej chciałam uniknąć spotkania z kimś, kto ma jakikolwiek związek z One Direction, czyli z Harrym Stylesem.
     Ten chłopak...on mnie zawiódł. Zostawił mnie, gdy kogoś potrzebowałam. Chociaż, może to była moja wina? Może to ja spieprzyłam wszystko? Nie wiem...nie wiem czy cokolwiek w tym temacie ma sens. Tutaj już wszystko zostało powiedziane. Czuję, że to już zamknięty rozdział, do którego nie warto nawet zaglądać. Pewnie ma już inną dziewczynę i jest z nią pozornie szczęśliwy. Dlaczego w ogóle o nim myślę? Czemu ten cholerny los postawił go na mojej drodze? Czemu ja? Miliony dziewczyn czekają na jego jedno spojrzenie. Miliony chcą z nim porozmawiać, nie mówiąc już o chodzeniu. A trafiło właśnie na mnie. Na siedemnastolatkę, która nie ma marzeń, ani planów na przyszłość. No dlaczego? Mam znowu jakieś cholerne karty niezdolne do gry. Karty, które dostałam od losu zaledwie siedemnaście lat temu. Jestem jeszcze tak młoda, a mam więcej doświadczeń niż niejeden starszy ode mnie człowiek. 
     - Witam. - Usłyszałam zdenerwowany głos Ryana, na który momentalnie otrzeźwiałam.
Przede mną stali dwaj mężczyźni ubrani w garnitury i bacznie przyglądający się naszej dwójce.
- Colnay Weazly. - wypowiedział starszy oraz wyższy podając rękę Ryanowi.
     - Liam Payne. - zwróciłam wzrok w kierunku chłopaka, próbując przybrać normalny, albo raczej przyjacielski wyraz twarzy.
Sztuczny uśmiech, podanie ręki jakiejś gwiazdce to było takie zwykłe. Ten uśmiech taki sztuczny, a zarazem tak przekonujący.
     Zasiedliśmy do stołu. Przez cały czas czułam wnikliwe spojrzenie zza stołu. Ryan od razu przeszedł do rzeczy, upraszczając mi zadanie. Począł wyjaśniać wszystko najdokładniej jak umiał. Tłumaczył, pokazywał, gestykulował. Tak przeminął wieczór w towarzystwie ludzi z show biznesu.


     Wszystko skończyło się po jakiś dwóch godzinach. Starałam się słuchać, ale nie potrafię ocenić czy mi się to udało. Wyszłam z restauracji, chcąc zadzwonić po taksówkę. Wykręciłam numer i czekałam na połączenie.
W pewnym momencie, tuż za moimi plecami odezwał się Payne. Podskoczyłam z trudem opanowując krzyk. Telefon wypadł mi z rąk, upadając na betonowe płytki.
- Słyszałem, że rzuciłaś Harrego. - Kucnęłam, aby odnaleźć urządzenie, co było nie lada zadaniem przy tym oświetleniu. Wymacałam go i podniosłam, oglądając powierzchownie.


???????????????????????????????????????????????????????????


Witam Was w kolejnym rozdziale!

      Dość krótki, ale cóż, taki wyszedł. Następny będzie dłuższy. I ciekawszy. Będzie rozprawa sądowa i sporo o Niallu i Higginsie. Pojawi się także Karolina.
      Otworzyłam zakładkę "Bohaterowie". Tam możecie się nieco dowiedzieć o bohaterach, wnioskując z ich wypowiedzi. Zapraszam.
      W tamtym tygodniu nie było rozdziału, ponieważ nie miałam jak go dodać. Po prostu brak Internetu. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
      Mam nowy szablon! Mnie się podoba, ale to dla Was on jest, więc prosiłabym o ocenę :).
Pytania, na które możecie odpowiedzieć w komentarzu:
Jak myślicie, Liam i Anka zaprzyjaźnią się, czy nie? Czy stwierdzenie, zadane przez chłopaka, było stosowne? Jak odpowie na nie dziewczyna? Czy Anka zrozumiała, że inni ludzie też mogą mieć nienajlepsze przeżycia?

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział dziesiąty

Niall się wyprowadził. Zaświadczał, że to nic nie znaczy, ale ja miałam mieszane uczucia. Wieczorami wychodził, a w noce wracał późno. Czego ty się spodziewałaś? - zakpił głos w środku. Przełknęłam głośno ślinę, przestraszyłam się. Chyba poraz pierwszy pomyślałam wtedy o Karolinie. Być może ona czuła się podobnie?
     Chodziłam po pustym mieszkaniu, nie wiedząc czy wierzyć i co myśleć o tych podejrzeniach.

    Z głową w chmurach doczekałam się poranku, a co się z tym wiąże - pójścia do pracy. 
Wbrew wszystkiemu co mnie do tej pory spotkało, lubiłam ją. Razem z Ryanem tworzyliśmy udaną ekipę i dosyć dobrze się dogadywaliśmy. Poznałam go już troszkę, on mnie także. Wiedział o mnie parę najistotniejszych rzeczy i jak na razie to wystarczyło.
     - Dzisiaj o 18:00 mamy spotkanie z menadżerem One Direction w sprawie sesji fotograficznej. - powiedział sztywno, wykładając ręce na biurko.
     Jego usta były prawie sine, a wzrok obojętny. Był oschły i zimny. Nie zależało mi na jego nastroju, ale jego ton był conajmniej nieodpowiedni. Ten opis mi kogoś przypomina, czy tobie także, kochanie?- Zaćwiergotało wewnątrz mnie.
- Jak to, my? - nie rozumiałam dlaczego oboje mamy siedzieć w tym wszystkich. Było to dla mnie upokorzające. Miałam robić zdjęcia mojemu "byłemu chłopakowi", obecnemu i jeszcze trójce innych facetów. Nad tym wszystkim czuwa nie świadomy niczego kolega z pracy. To wyglądało jak scenariusz filmu komedio-dramatycznego.
Komedia dla wszystkich innych, dramat dla głównej bohaterki.
- Ponieważ tylko jedno z nas będzie robić im zdjęcia, dyrektor biura zarządu twierdzi, że to wystarczy. - Wow, nigdy nie  sądziłam że polubię kogoś, o kim słyszę pierwszy raz. Jeśli jest takie ultimatum, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że uda mi się tego uniknąć. Można chyba powiedzieć, że pojawiła się swego rodzaju nadzieja.
     Dziś miałam do wypełnienia różne papiery, dotyczące spraw firmowych. Wyszłam z pracy około 13:40.  Stamtąd udałam się do szkoły tańca. Miałam jeszcze trochę czasu, ale nie zamierzałam wracać do domu.
     Każdy krok stawiany tam, był jak kolejne pytanie rzucane na wiatr. Jak zawsze zostawało bez odpowiedzi.

     Zza szklanej szyby próba innych osób wyglądała szarzej. Kiedy tańczę, to wydaję mi się, że między mną a rzeczywistością jest bardzo duża granica. Właśnie dla tego to robię. Wtedy uciekam do lepszego świata. Mogłabym żyć tam.
     Tutaj jednak osoby obecne za szkłem wyglądają, jakby robiły to, bo muszą. Mają kamienne twarze, niezdatne do wyrażenie tego co myślą. Do oceny tego co robią i czy im się to podoba. Nigdy nie chciałabym, abym tak wyglądała.

     - Fajnie tańczą, prawda? - uśmiechnęła się dziewczyna z burzą loków na głowie.
Spiorunowałam ją wzrokiem na znak, że nie mam ochoty na rozmoywię oraz że lepiej by było gdyby odeszła. Jednak ona przysunęła plastikowe krzesło i wpatrywała się we mnie z widocznym wyczekiwaniem.
- Kurwa, czego ty chcesz? Jak nie masz z kim rozmawiać, to kup sobie papugę.
- Chcę z tobą porozmawiać. - odparła nadzwyczaj spokojnie, chcą coś wyczytać z mojego wzroku.
- O czym? - zaśmiałam się ironicznie. Po tym co powiedziałam, miałam nadzieję, że usłyszę jakąś konkretną odpowiedź, jednak jej słowa były dla mnie niemałym szkokiem.
     - Nie wiem. Powiedz mi o czym tylko chcesz. O całym twoim życiu. Jesteś strasznie samotna, ale starasz się to chować to przed innymi. Nie dopuszczasz do siebie myśli że ludzie potrafią być uczciwi i dobrzy. Sama ranisz unnych, tylko dla tego że kiedyś i ciebie zraniono... - Z każdym jej następnym słowem, byłam coraz bardziej przerażona. Dlaczego? Bo ktoś powiedział ci kilka prawdziwych słów?
- Przestań! - krzyknęłam oddychając szybko. - Tak naprawdę nic o mnie nie wiesz. Kim ty jesteś, żeby mnie oceniać?!
Ona cię przejrzała. Nie wiem kto to, ale jest cholernie prawdomówna. - skomentował mój wewnętrzny głos.
     - Uspokój się. - strofowała mnie. - wszystko to co powiedziałam, wyczytałam z twoich oczu i zachowania. Studiuję psychologię. Znam ludzi i ich zachowania. - Skończyła, patrząc na mnie pogodnie. Najpierw wydała mi się dziwna, ale potem przekonałam się do niej.
- Dlaczego chcesz ze mną rozmawiać? - pytałam, chcąc dowiedzieć się coraz więcej o tej dziewczynie. Byłam chyba równie zaciekawiona mną, co ja nią.
     - Codziennie, gdy idę ulicą, spotykam różnych ludzi. Jednak bardzo rzadko spotykam kogoś szczęśliwego. Ty jednak wydałaś mi się osobą o bardzo silnej osobowości. Silnej, ale trochę zagubionej. Myślałam że uda mi się tobie pomóc.
     Rozmawiałyśmy jeszcze pół godziny, po czym nadszedł czas na moją próbę. Wzięłam potrzebne mi rzeczy i udałam się w stronę szatni.

 
     Samo spotkanie minęło dość szybko. Zmieniłam ubrania, a już po kilku minutach byłam gotowa opuścić budynek.
     - Czy ja się przedstawiłam? - naprzeciw mnie stanęła ta sama długowłsa dziewczyna, która w tym momencie uniemożliwiła mi dalszy powrót do domu.
Kiwnęłam zaprzeczająco głową.
- Danielle Peazer, a ty?
Nastę     Niall się wyprowadził. Zaświadczał, że to nic nie znaczy, ale ja miałam mieszane uczucia. Wieczorami wychodził, a w noce wracał późno. Czego ty się spodziewałaś? - zakpił głos w środku. Przełknęłam głośno ślinę, przestraszyłam się. Chyba poraz pierwszy pomyślałam wtedy o Karolinie. Być może ona czuła się podobnie?
     Chodziłam po pustym mieszkaniu, nie wiedząc czy wierzyć i co myśleć o tych podejrzeniach.

    Z głową w chmurach doczekałam się poranku, a co się z tym wiąże - pójścia do pracy. 
Wbrew wszystkiemu co mnie do tej pory spotkało, lubiłam ją. Razem z Ryanem tworzyliśmy udaną ekipę i dosyć dobrze się dogadywaliśmy. Poznałam go już troszkę, on mnie także. Wiedział o mnie parę najistotniejszych rzeczy i jak na razie to wystarczyło.
     - Dzisiaj o 18:00 mamy spotkanie z menadżerem One Direction w sprawie sesji fotograficznej. - powiedział sztywno, wykładając ręce na biurko.
     Jego usta były prawie sine, a wzrok obojętny. Był oschły i zimny. Nie zależało mi na jego nastroju, ale jego ton był conajmniej nieodpowiedni. Ten opis mi kogoś przypomina, czy tobie także, kochanie?- Zaćwiergotało wewnątrz mnie.
- Jak to, my? - nie rozumiałam dlaczego oboje mamy siedzieć w tym wszystkich. Było to dla mnie upokorzające. Miałam robić zdjęcia mojemu "byłemu chłopakowi", obecnemu i jeszcze trójce innych facetów. Nad tym wszystkim czuwa nie świadomy niczego kolega z pracy. To wyglądało jak scenariusz filmu komedio-dramatycznego.
Komedia dla wszystkich innych, dramat dla głównej bohaterki.
- Ponieważ tylko jedno z nas będzie robić im zdjęcia, dyrektor biura zarządu twierdzi, że to wystarczy. - Wow, nigdy nie  sądziłam że polubię kogoś, o kim słyszę pierwszy raz. Jeśli jest takie ultimatum, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że uda mi się tego uniknąć. Można chyba powiedzieć, że pojawiła się swego rodzaju nadzieja.
     Dziś miałam do wypełnienia różne papiery, dotyczące spraw firmowych. Wyszłam z pracy około 13:40.  Stamtąd udałam się do szkoły tańca. Miałam jeszcze trochę czasu, ale nie zamierzałam wracać do domu.
     Każdy krok stawiany tam, był jak kolejne pytanie rzucane na wiatr. Jak zawsze zostawało bez odpowiedzi.

     Zza szklanej szyby próba innych osób wyglądała szarzej. Kiedy tańczę, to wydaję mi się, że między mną a rzeczywistością jest bardzo duża granica. Właśnie dla tego to robię. Wtedy uciekam do lepszego świata. Mogłabym żyć tam.
     Tutaj jednak osoby obecne za szkłem wyglądają, jakby robiły to, bo muszą. Mają kamienne twarze, niezdatne do wyrażenie tego co myślą. Do oceny tego co robią i czy im się to podoba. Nigdy nie chciałabym, abym tak wyglądała.

     - Fajnie tańczą, prawda? - uśmiechnęła się dziewczyna z burzą loków na głowie.
Spiorunowałam ją wzrokiem na znak, że nie mam ochoty na rozmoywię oraz że lepiej by było gdyby odeszła. Jednak ona przysunęła plastikowe krzesło i wpatrywała się we mnie z widocznym wyczekiwaniem.
- Kurwa, czego ty chcesz? Jak nie masz z kim rozmawiać, to kup sobie papugę.
- Chcę z tobą porozmawiać. - odparła nadzwyczaj spokojnie, chcą coś wyczytać z mojego wzroku.
- O czym? - zaśmiałam się ironicznie. Po tym co powiedziałam, miałam nadzieję, że usłyszę jakąś konkretną odpowiedź, jednak jej słowa były dla mnie niemałym szkokiem.
     - Nie wiem. Powiedz mi o czym tylko chcesz. O całym twoim życiu. Jesteś strasznie samotna, ale starasz się to chować to przed innymi. Nie dopuszczasz do siebie myśli że ludzie potrafią być uczciwi i dobrzy. Sama ranisz unnych, tylko dla tego że kiedyś i ciebie zraniono... - Z każdym jej następnym słowem, byłam coraz bardziej przerażona. Dlaczego? Bo ktoś powiedział ci kilka prawdziwych słów?
- Przestań! - krzyknęłam oddychając szybko. - Tak naprawdę nic o mnie nie wiesz. Kim ty jesteś, żeby mnie oceniać?!
Ona cię przejrzała. Nie wiem kto to, ale jest cholernie prawdomówna. - skomentował mój wewnętrzny głos.
     - Uspokój się. - strofowała mnie. - wszystko to co powiedziałam, wyczytałam z twoich oczu i zachowania. Studiuję psychologię. Znam ludzi i ich zachowania. - Skończyła, patrząc na mnie pogodnie. Najpierw wydała mi się dziwna, ale potem przekonałam się do niej.
- Dlaczego chcesz ze mną rozmawiać? - pytałam, chcąc dowiedzieć się coraz więcej o tej dziewczynie. Byłam chyba równie zaciekawiona mną, co ja nią.
     - Codziennie, gdy idę ulicą, spotykam różnych ludzi. Jednak bardzo rzadko spotykam kogoś szczęśliwego. Ty jednak wydałaś mi się osobą o bardzo silnej osobowości. Silnej, ale trochę zagubionej. Myślałam że uda mi się tobie pomóc.
     Rozmawiałyśmy jeszcze pół godziny, po czym nadszedł czas na moją próbę. Wzięłam potrzebne mi rzeczy i udałam się w stronę szatni.

 
     Samo spotkanie minęło dość szybko. Zmieniłam ubrania, a już po kilku minutach byłam gotowa opuścić budynek.
     - Czy ja się przedstawiłam? - naprzeciw mnie stanęła ta sama długowłsa dziewczyna, która w tym momencie uniemożliwiła mi dalszy powrót do domu.
Kiwnęłam zaprzeczająco głową.
- Danielle Peazer, a ty?

&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&

Witam Was w DZIESIĄTYM ROZDZIALE!

Jeju, nie spodziewałam się, że będziemy świętować tyle rozdziałów! Kurcze, pamiętam jak rozsyłałam zaproszenia na prolog. Wydaję mi się, że mam całkiem sporo czytelników.
     Właśnie, piszę to teraz, bo za chwilę wyleci mi z głowy.
     Jeśli ktoś, chciałby być informowany, o nowych rozdziałach, to zachęcam do podania swoich  twitterowych nazw, w komentarzu pod rozdziałem.
Już wyjaśniam. Gdy opublikuję rozdział będę pisała coś w stylu "nowy rozdział na blogu love-lucki.blogspot.com, zapraszam!".
     Co do Liebster Award, to się wycofuję. Przerosło mnie to. Poddaję się. Dziękuję za nominację, bardzo to doceniam, ale no trudno, przykro mi. Nie nadaję się do tego.
     Niedawno złożyłam zamówienie na szablon, ale zostało odrzucone. Jednak, złożyłam nowe, w Wyimaginowanej Grafice. Mam nadzieję, że zostanie przyjęte.
W zeszłym tygodniu nie było Rozdziału, ponieważ nie pogodziłam się z liczbą komentarzy, tj. jeden. Na szczęście nadrobiliście :).
Dzięki i do napisania! :)

piątek, 12 lipca 2013

Rozdział dziewiąty

     - Hej. - zaczęłam nieśmiało. W głowie miałam dziesiątki, a nawet setki myśli. Karolina także to zauważyła.
- Co się stało? - spytała podstawiając mi kubek z kawą.
- Ty wiesz, że jesteś moją najlepszą przyjaciółką. - ona przytaknęła. - Ale ja nie zachowałam się jak przyjaciółka. Wiem, że ty i Niall nie jesteście już parą.
- Nie rozumiem. - poprawiła się na krześle.
- Ja...to znaczy Niall i ja nią jesteśmy. - sprostowałam. Jednak poczułam że moja odpowiedź nie jest kompletna, więc po chwili namysłu dodałam. - Karolina, ja wiem że źle zrobiłam. To, że z nim chodzę jest dla mnie czymś wyjątkowym, ale nie ważniejszym od ciebie. Jeśli będziesz tego, chciała, to z nim zerwę.
- Nie w żadnym wypadku! - wykrzyknęła przerażona. - Chcę abyś była szczęśliwa nawet, jeśli masz być z Niallem. My może do siebie nie pasowaliśmy. Nie będę miała ci tego za złe.
- Naprawdę? - zapytałam z niedowierzaniem, jakby to wszystko było jednym wielkim marzeniem, niezdolnym do realizacji.
Ona zdecydowanie kiwnęła głową i po chwili zmieniła temat rozmów. Długo rozmawiałyśmy, aż nadszedł czas aby wrócić do domu.

     Jak najciszej otworzyłam drzwi i weszłam do środka.
- Cześć. - rzekł pewnie Niall opierając się o ścianę. Nie widziałam go, ponieważ stał za mną. Lekko się przestraszyłam, bo myślałam że nie ma go w mieszkaniu. Odwróciłam się i także się z nim przywitałam. Było to raczej koleżeńskie powitanie. Widziałam po jego minie, że chcę ze mną porozmawiać, ale nie zamierzałam go popędzać.
Zaraz po przywitaniu udałam się do swojego pokoju - miejsca gdzie czułam się najlepiej na świecie. Jeśli można tak powiedzieć. Moje życie nie jest miłe i przyjemne jak to wszyscy myślą. Nie koloruje je tęcza. Nigdzie nie czuję się dobrze. Mogę tylko wybierać między gorszym a najgorszym. - Rozmyślałam, siedząc na łóżku i wyglądając przez okno.
- Mogę wejść? - zapytał wyglądając zza drzwi.
Skinęłam głową, usadawiając się wygodniej.
- Nie wiem jak mam ci to powiedzieć... - westchnął po dłuższej chwili. Postanowiłam nie przerywać mu i z uwagą czekałam na kolejne zdanie. - Bo ja naprawdę nie wiedziałem o żadnych zdjęciach. Od niedawna mamy nowego menadżera i to on załatwiał. Ja postaram się to odwołać.
- Niall - zaczęłam. Wiedziałam że nie mam racji. - Ty masz absolutną rację. To moja wina i niepotrzebnie się uniosłam.
     - Wybaczysz mi? - zapytałam patrzac w jego oceaniczne oczy. Irlandczyk oczywiście się zgozdził. 
- Wiesz, muszę Ci coś powiedzieć. - zaczęłam. - Tak? - Spojrzał na mnie z uwagą.
- Ślicznie ci w różowym. - Wyszczerzyłam się w uśmiechu. Wiedziałam, że jego fryzura, którą obecnie nosi nie jest jego ulubioną.
- Ty naprawdę jesteś okropna! - zażartował muskając moje blade wargi.
     Resztę popołudnia spędziliśmy na oglądabniu przygłupawej komedii romantycznej. Kobieta na filmie awanturowała się z jakimś facetem, bo jej pies został ostrzyżony. Gość się w niej zakochał, ale bał się jej to powiedzieć. 
     - Anka... - z zamysłu wyrwał mnie jego głos. 
W geście spojrzałam na niego, aby kontynuuował. - Mogę dziś wyskoczyć na miasto z chłopakami? - Na jego pytanie mimowolnie się uśmiechnęłam. Przecież nie musiał mnie pytać o zgodę. 
- No jasne. Możesz nie wracać całą noc. - Zażartowałam. Horan wyraźnie się ucieszył, wstał, pożegnał się mną i wyszedł. Ja nie mając planów na resztę wieczoru, postanowiłam dokończyć oglądanie telewizji i pójść spać. Film, okazał się być strasznie długi, bo skończył się niedługo po północy. Zgodnie z moim żądaniem, umyłam się i zanurzyłam się w kolorowej pościeli. 


Obudził mnie szelest. Lekko otwotrzyłam oczy i stwierdziłam że za oknem panowała jeszcze noc. Ciemna sylwetka przysłaniała mi blask pochodzący z okna. Zdziwiłam się, gdy doszła do mnie wiadomość, że ktoś stoi nad moim łóżkiem i mnie obserwuje.
 
    - Niall? - Zapytałam, przecierając zaspane oczy. 
Ciemny cień przesunął się po pokoju, a następnie zniknął za zamkniętymi drzwiami. Na początku chciałam pójść za nim, ale póżniej zrecygnowałam z tego z kilku przemawiających do mnie argumentów. Możliwe że nawet trochę się przestraszyłam. Zanim jednak zdążyłam rozważyć wszelkie za i przeciw, moje zmęczenie wzięło górę. 


     Od samego rana zastanawiałam się kto to był. W głowie miałam masę myśli i nie potrafiłam wyróżnić ani jednej. Dziś była sobota, dlatego nie musiałam pracować. Nie wyobrażam sobie mojej pracy w tamtym dniu. Na pewno byłabym kompletnie nieobecna. Przez krótką chwilę przez myśl przewinął mi się ten pierdolony Higgins, ale z jakiś powodów odusnęłam od siebię myśl o nim. Wydarzenia z nim związane były jeszcze tak...świeże. Codziennie myśle o tym co miało się tam stać oraz co by się stało. Nie wiedziałam dlaczego. Myśli o nim zadręczały moją psychikę. Mimo że tak cholernie się staram, nie potrafię o tym zapomnieć. Ten obrazek cały czas siedzi w mojej głowie. Gdy się budzę, cała scena odgrywa się na nowo. Na mojej twarzy znowu maluje się przerażenie, a na jego ten okropny uśmiech. Nie chciałam nikomu o tym mówić. Przynajmniej przez jakiś czas. Nie chcę zadręczać Nialla, ponieważ ma swoje problemy. 


     - Co jest? - Spytał zatroskany blondyn. Wyrwał mnie z moich niekończących się zamyśleń.
- Nic. - Odparłam szybko i nerwowo się uśmiechnęłam. On pokiwał nieznacznie głową, a następnie zmierzył mnie wzrokiem. 
- Tak? To, o co pytałem? 
Przymrużyłam oczy, próbując wymyśleć, co mówił, ale było to bez sensu, ponieważ nawet nie wiem kiedy wszedł do pokoju, a co dopiero coś mówił. Zanim zdążyłam coś powiedzieć, chwycił mnie za rękę i kazał usiąść na kanapie, naprzeciwko niego. Wiedziałam już, o co chce zapytać. Nie miałam najmniejszego zamiaru powiedzenia tego, czego oczekuje ode mnie on. 
- Proszę powiedz mi teraz. - Nalegał.
     - Kto był tej nocy w moim pokoju? - Niall na te słowa zrobił się bardzo niespokojny, ale nie chciał tego pokazywać.
Moje nalegania nie ustawały, a mimo to nie dawały żadnego skutku, poza jego zastanowieniami. 
     - Ja nie mogę. -rzekł w końcu. Nie rozumiałam jego zachowania. Czego nie może? - Wykrzykiwał głos gdzieś we mnie. Ja sama chciałam wykrzyczeć mu w twarz wszystkie gnębiące mnie myśli. Na pewno znalazłabym ich sporo. Jednak wewnętrzna ja zabraniała mi tego i to ona w danej chwili górowała. 
     A gdybym nawet to zrobiła, to czy mogłabym powiedzieć, że zrobiłam wszystko, aby być szczęśliwa? Czy gdybym powiedziała mu o wszystkim byłoby lepiej? Gdyby poznał moją matkę, która sama w sobie była wspaniałą kobietą, ale nie potrafiła nam pomóc i przez to są znianawidziłam , to zrozumiałby mnie lepiej? Gdyby wiedział kim był mój ojciec, to współczuł by mi? Gdybym opowiedziała mu o mojej babci, to czy on pokochałby ją, tak samo jak ja? Czy cierpiałby tak samo jak ja, jeśli by wiedział, co chciał zrobić Higgins? Nie wiem. Może kiedyś się o tym przekonam, ale na pewno w tej chwili. 
     - Dobrze. Jeśli nie chcesz mi powiedzieć, to nie mów. Jak zawsze będę musiała poradzić sobie sama. 
Niall patrzył na mnie, jakby chciał powiedzieć "przepraszam". Ja spojrzałam na niego obojętnie, jakby mówiąc "nie rozumiem Cię", a następnie zniknęłam za drzwiami swojego pokoju.


     Długo z niego nie wychodziłam. Nie wiedziałam co jest aż tak ważne. Albo raczej kto. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami: oznaczało to że Irlandczyk wyszedł. Mało interesowało mnie, gdzie właśnie poszedł. Wyszłam ze swojego pokoju. Postanowiłam dziś iść do Wyciągu, nawet jeśli miałabym bawić się tam sama. Przeszłam przez mieszkanie, udając się do pokoju Nialla, gdyż jak już wcześniej wspomniałam, miałam tam także swoje rzeczy. Gdy otowrzyłam drzwi, nie uwierzyć, że nie zauważyłam tego wcześniej. Niall mieszkał tutaj już tydzień. Miał tu trochę swoich rzeczy, ale jak twierdził, nie jest to ani jedna dziesiąta tego, co trzyma w swoim mieszkaniu. W ogóle zapewniał, że za parę dni będzie musiał wrócić do domu, bo nie będzie cały czas na mnie liczył. Eh, Niall! - Odezwało się moje drugie ja. 
     Wyjęłam ubrania z kartonowego pudła i chciałam już wychodzić, gdy zobaczyłam leżącą na stole rozszarpaną kopertę oraz wystający z niej list. Z początku nie chciałam w ogóle jej dotykać, ale gdy zobaczyłam że nadawcą jest Sąd, przeraziłam się. Niby nie powinno się czytać niczyich korespondencji, no ale, w takie sytuacji! 
     Z listu wynikało że ten cholerny Higgins oskarża ich o bezpodstawne pozbawienie pracy.  Dupek - Dopowiedziałam sobie w myślach. Byłam w totalnym szoku. Odłożyłam pismo na swoje miejsce, a następnie opuściłam pokój. Wyszłam z domu. Nie miałam zamiaru iść do żadnego klubu. Chciałam się przejść. Tak po prostu. Bez celu, ani sensu. 

     - Witam, Ania Skoczylas, tak? - zapytała ruda kobieta, około trzydziestki. Na jej pytanie obdarzyłam ją pytającym spojrzeniem. - jestem dziennikarką stacji radiowej. Chciałam ci zadać parę pytań. 
Westchnęłam, na myśl że ktoś będzie chciał mnie przesłuchać. Zamrugałam, a następnie dziennikarka poprawiła sprzęt. W głowie miałam miliony różnych pytań, jakich się spodziewałam. 
- W ciągu kilku dni, stałaś się jedną, z najpopularniejszych dziewczyn na świecie, a napewno na Wyspach Brytyjskich. Czy masz tego świadomość? 
- Jest to dla mnie naprawdę dużym szokiem. Nie spodziewałam się takiego zainteresowania ze strony fanek One DIrwction. - palnęłam, chyba do kokńca nie wiedziąc co mówię. Powiedziałam dosłownie to, co miałam na myśli.
     - Media zaobserwowały, że ty i Harry nie spotykacie się już tak często. Co się dzieje w waszym związku? - tego pytania bałam się najbardziej. Czułam, jak moje serce zaczyna bić szalenie szybko. Wiedziałam, jak kobieta niecierpliwi się, czekając na odpowiedź. 
- Ja i Harry...postanowiliśmy dać sobie czas. On ma teraz bardzo dużo pracy, ja z resztą także. - moja twarz zalała się rumieńcem, ale nie było to aż tak widoczne dla niej. Wypytała jeszcze o parę mało istotnych rzeczy, a potem rozeszłyśmy się. Poinformowała mnie, że wywiad będzie nadawany dzisiaj, o godzinie 18:30. 

SZABLON

if (e.which==2||e.which==3) {alert(message);return false;}}} if (document.layers) {document.captureEvents(Event.MOUSEDOWN);document.onmousedown=clickNS;} else{document.onmouseup=clickNS;document.oncontextmenu=clickIE;} // -->